" But baby, running after you it's like chasing the clouds. "
Następnego ranka obudziły mnie hałasy, dobiegające z dołu. Z
niezadowoleniem otworzyłam oczy, marszcząc przy tym brwi i próbując ogarnąć co
się dzieje. Podniosłam się na dwóch rękach, a kosmyk z moich włosów opadł mi na
twarz. Uniosłam oczy, by spojrzeć na niesfornego kosmyka, która zakłócał mi
teraz pole widzenia. Zdmuchnęłam go delikatnie i rozejrzałam się po pokoju w
poszukiwaniu mojego swetra. Zaklęłam w duchu na tych, którzy tak świetnie się
bawili na parterze, budząc mnie przy tym. Uniosłam oczy do nieba i westchnęłam
cicho, leniwie podnosząc się z łóżka.
- Ósma rano.. świetnie. – mruknęłam pod nosem, zerkając na
zegarek.
Miałam zamiar pójść do łazienki, wykąpać się, wyszykować i
dopiero wtedy zejść na dół, jednak coraz to głośniejsze hałasy mnie zaniepokoiły.
Nie było to coś w rodzaju wygłupów, co w ogóle mi się nie podobało. Zarzuciłam
na siebie rozciągnięty sweter i pośpiesznie otworzyłam drzwi, w zamiarze
zejścia na dół. Jednak to chyba nie był najlepszy pomysł. To, co zobaczyłam
przekroczyło moje wszystkie wyobrażenia i domysły, jakie snuły się w mojej
głowie od kilku minut.
- Co wy do cholery robicie? – krzyknęłam, zbiegając po
schodach.
Liam z Zaynem się pobili, a właściwie to bili, szarpali,
popychali i wyzywali. A reszta? Stała jak te kołki, nie wiedząc w ogóle co
zrobić. Poczułam jak moje serce przyspiesza, a oddech staje się nierównomierny.
Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ta dwójka była na siebie tak wściekła. A znam
ich bardzo długo! Świetnie! Żaden z nich nawet nie zareagował na moje słowa, co
mnie zdenerwowało. Zayn miał rozwaloną wargę i łuk brwiowy z którego leciała
krew, a Liam podbite oko, na które już ledwo widział.
- Nie zasługujesz na grosz wyrozumiałości, skończony
kretynie! Myślisz, że Ci od tak wolno ranić ludzi?
- Zamknij ryj! Myślisz, że wszystko wiesz? Że jesteś
najmądrzejszy? Nie w tym świecie! Nie jesteśmy w szkole, czasy się zmieniły! –
warknął Malik, łapiąc przyjaciela i szarpiąc go za jego bluzkę.
- Przestańcie! – stanęłam między nimi, łapiąc obojgu za
materiał ich koszulek.
Tak naprawdę ryzykowałam trochę, bo przecież przy nich nie
wyglądałam na zbyt groźną, a przede wszystkim nie miałam nawet siły, żeby powstrzymać
jednego z nich, a co dopiero dwójkę. Jednak kiedy tylko ich dotknęłam, chłopcy
w momencie zamilkli, dysząc ciężko.
- Co wam odbiło, co? – spojrzałam na jednego i drugiego,
mierząc ich wzrokiem.
Nie rozumiałam..chociaż, właściwie to wiedziałam, albo
przynajmniej mogłam się domyślać, co było powodem tej kłótni. A raczej kto.
Wiedziałam, że to nie jest dobry. Że nie powinnam, ale nie.. jak zawsze Aurora
musiałam wpaść na genialny pomysł. Gratulacje!
- Nic, nic takiego. – mruknął Liam, odwracając głowę.
- Nic? O co poszło?
- A o to, że przyjechałaś , że w ogóle żyjesz! – ryknął
Zayn, patrząc mi prosto w oczy i z hukiem wyszedł z domu, trzaskając przy tym
drzwiami.
To..co poczułam w
chwili wypowiedzenia tych słów było co najmniej nie do opisania. Moje źrenice
momentalnie się powiększyły i zaszkliły, a serce jakby stanęło. Poczułam, jakbym dostała kamieniem prosto w
twarz. I to nie jednym. Stałam jak słup, patrząc się w miejsce, w którym
jeszcze przed chwilą stał Malik. Nie
chciałam wierzyć w to, co usłyszałam, przecież..dlaczego.. Do moich oczu
napłynęły łzy, kiedy podszedł do mnie Liam.
- Aurora.. – szepnął.
Pokręciłam głową, połykając łzy i nabierając haust powietrza
do płuc. Widziałam, że chce coś powiedzieć, ale nie miałam najmniejszej ochoty
na słuchanie czegokolwiek od kogokolwiek. Cofnęłam się, nie patrząc na twarze
żadnego z chłopaków, po czym pospiesznie pobiegłam do swojego pokoju. Jedyne o
czym teraz marzyłam to zniknąć, schować się gdzieś i już nigdy, przenigdy nie
musieć pokazywać się ludziom. Nie chciałam, nie potrzebowałam. Zacisnęłam
dłonie, powodując, że paznokcie zaczęły się wbijać do skóry, a po moim policzku
spłynęły kolejne łzy.
- Nienawidzę go! – pomyślałam, osuwając się na podłogę i
chowając głowę w kolana.
Miałam mętlik, każdego jego słowo obijało się w mojej
głowie, przysparzając coraz to większy ból. Dlaczego? Dlaczego mnie tak nienawidzi?
Nigdy go nie zawiodłam, nigdy nie zostawiłam. Nigdy.
Ochota roztrzaskania czegoś narastała z każdą chwilą, a ja
nie potrafiłam jej opanować.
- Aurora! Otwórz! – głos Liama od kilkunastu minut
rozbrzmiewał zapewne w całym domu. Ale ja byłam zła. Na niego też. Po co
pakował się w tą bójkę? No po co? Umiem sama o siebie zadbać, nie potrzebuje
obrońców.
- Zostaw mnie, Liam. – mruknęłam ledwo dosłyszalnie.
Nagle usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, przez co
zerwałam się momentalnie na nogi. Pierwsze o czym pomyślałam to, żeby schować
się do łazienki. Jednak zanim zdążyłam do niej uciec, Payne złapał mnie za
nadgarstek i pociągnął w swoją stronę.
- Gdzie.. – przyciągnął mnie i schował w ramionach,
delikatnie głaszcząc po głowie. – Uspokój się.
Fakt, na początku chciałam się wyrwać i walczyłam z
chłopakiem, ale w pewnym momencie poddałam się i wtuliłam w jego tors. Serce
waliło mi jak oszalałe, a łzy nie przestawały cieknąć.
- Dlaczego Liam? Dla..czego.. – wydusiłam pół szeptem,
łykając pojedyncze łzy.
- Ciii, mała. Nie teraz, wypłacz się. Nie miałaś nigdy komu,
nie było mnie przy Tobie, ale teraz jestem. Pozbądź się tych emocji. – jego
głos był opanowany, spokojny, jakby każde słowo było dokładnie przemyślane.
Miał racje. Nigdy nie miałam okazji się wyżalić, wypłakać,
wyżyć. Może tego potrzebowałam?
Zamknęłam
oczy, zanim się uspokoiłam minęło dość dużo czasu. Liam przez cały ten czas,
głaskał mnie po głowie i robił wszystko, żeby tylko wyrównać bicie mojego
serca. Mimo że upierałam się, żeby zostać sama, to chyba jednak..chciałam, żeby
ktoś teraz przy mnie był. A na niego mogłam zawsze liczyć, jeszcze nigdy mnie
nie zawiódł. Znałam go tyle lat, rozumieliśmy się bez słów. Powinnam dziękować
Bogu, że mam takiego przyjaciela, ale.. nie było go wtedy, kiedy tego
najbardziej potrzebowałam.. Może właśnie dlatego zachowuje taki dystans? Nie
wiem, już sama nie wiem.
- Już dobrze? – spojrzał na mnie, ocierając delikatnie
spływającą łzę z mojego policzka.
Spojrzałam w jego oczy i..to było dziwne, jeszcze nigdy nie
widziałam, żeby patrzył na mnie w taki sposób. Poczułam się niezręcznie, ale
nawet nie byłam w stanie nic powiedzieć..kiedy Liam zbliżył się do mnie
bardziej i musnął delikatnie moje wargi. Po moim ciele przeszedł dreszcz, nie
wiem czy przyjemny, czy z zaskoczenia. Ale przymknęłam na chwilę oczy.
Perspektywa Liam'a.
Człowiek nie może w sobie dusić wszystkiego przez tyle lat, a jednak to robi. Dlaczego?
Żeby czasem kogoś nie skrzywdzić. Aurora i Zayn byli bardzo specyficzną parą,
Malik był strasznie zazdrosny, ale też cholernie o nią dbał. Widziałem to i
byłem mu za to wdzięczny. Ale..kiedy zachował się jak skurwiel, jako jego
przyjaciel miałem prawo powiedzieć mu,
co o tym myśleć. Mimo wszystko długo milczałem.. Ale kiedy ona się tu
zjawiła..i kiedy zobaczyłem, że cierpi, naprawdę cierpi, nie wytrzymałem. Cóż,
Malik nie jest z kamienia, dostanie parę razy po ryju to może zmądrzeje. Ale to
nie wszystko. Obiecałem sobie, że do tego nigdy nie dojdzie. Ale kiedy trzymałem
jej drobne ciało w ramionach i czułem jak bije jej serce, moje podskoczyło mi
do gardła. Nie mogłem się powstrzymać, to było silniejsze ode mnie. Spojrzałem
w jej ciemne oczy i momentalnie wpiłem się w malinowe usta Aurory. Przyjemne
ciepło ogarnęło całe moje ciało, poczułem dreszcze, rozchodzące się falami po
moim ciele. Nie wiem..to była chwila, ułamek sekundy. A ja już nie mogłem, już
nie dawałem rady. Tak się nie dało.. On ją krzywdził, a ona cierpiała. Ja
mogłem dać jej więcej, zawsze to wiedziałem, ale..przecież ona go tak kochała.
Malik był moim przyjacielem, a Aurora przyjaciółką. Jednak..coś we mnie pękło,
coś spowodowało, że uznałem, że to dobry moment.. Nie mogłem pozwolić, by znowu
ją skrzywdził, nie mogłem..
- Aurora.. – zacząłem, ale jej reakcja zbiła mnie z trop.
Chociaż mogłem się tego spodziewać, wiedziałem, że będzie speszona.
- Liam..ja..dlaczego..co.. – jej oczy świeciły się, a
niepewność biła od niej na kilometr.
Dopiero teraz zrozumiałem, że to nie był najlepszy moment. Idiota z Ciebie.
Zdałem sobie sprawę, że jej uczucie do Malika wciąż jest świeże i wcale, ale to
wcale jej teraz nie pomogłem. Cholerny przyjaciel.
-Przepraszam..nie powinienem, nie teraz..
- Nie powinieneś? Nie teraz? – spuściła głowę i nerwowo
zaczęła bawić się palcami. – A myślisz, że na to byłby odpowiedni moment?
Cisza. Zamilkłem i słyszałem, jak bije jej serce. Albo to
było moje? Już sam nie wiedziałam, chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale nagle w
minucie odebrało mi mowę.
- Chcę zostać sama. – szepnęła.
Nie protestowałem. Nie chciałem była czuła się dziwnie w
mojej obecności. Sam jestem sobie winien. Zadowolony z siebie? Mam nadzieję, że
niczego nie spiBaeprzyłem między nami. Spojrzałem na jej bezbronną twarz jeszcze
raz i wyszedłem z pokoju, zostawiając ją, na jej prośbę. Bałem się, naprawdę
się bałem.
Schodząc na dół wpadłem na Nialla, który jak zawsze z pełną
buzią coś do mnie mówił, a ja nic nie rozumiałem. Skrzywiłem się tylko i
przewróciłem oczami.
- czostalose? – jegp wyraz twarzy był komiczny, ale nie było
mi jakoś szczególnie do śmiechu.
- Chodzi mu o to, co to całe zajście miało znaczyć? – Louis uniósł
brew, w pytającym geście.
- Spytajcie swojego przyjaciela. – warknąłem i zatrzasnąłem
drzwi do pokoju przed ich nosem.
Perspektywa Malika.
Popierdolony świat, w którym to ja muszę grać tego
popierdolonego dupka. Nie po to uciekałem, żeby teraz musieć patrzeć na jej
cierpienie. Po coś wyjechałem, tak? Moje życie to nie jakaś cholerna bajka,
tylko czysty dramat i kryminał w jednym. Chciałem robić to, co kocham, ale jak
robić to bez osoby, którą się kocha? Kiedyś spytałem o to Liam’a, a ten co
powiedział?
„ Sam sobie zgotowałeś taki los.” Przyjaciel. Byłem wściekły
po jego słowach, naprawdę wściekły, a wszystko dlatego, że miał rację, cholerną
rację. Mogłem ją mieć przy swoim boku, codziennie, co noc. Mogła mnie uspokajać
tym swoim lustrującym spojrzeniem, dotykiem chłodnej ręki i biciem serca. Mogła
mówić, że jest ze mnie dumna. Ale tak było lepiej. Dla niej. Szczególnie dla
niej.
Wyciągnąłem
paczkę papierosów i zapaliłem jednego. One mnie uspokajały, pozwalały ukoić
nerwy. Może nie tak jak ona, ale musiałeś szukać zastępcy. Papierosów
przynajmniej nie skrzywdzę. Zaciągnąłem się i spokojnie zacząłem wypuszczać dym
z ust. Nie było zbyt ciepło. W Londynie nigdy nie jest ciepło i nie wygląda to
tak jak na obrazku. Oparłem się o jakieś drzewo i zamyśliłem. Jednak po kilku
minutach czyjś głos wyrwał mnie z tego stanu.
- Zaaaaaaaan! – usłyszałem dziecięcy głos i w momencie
wyrzuciłem papierosa.
Malutka brunetka podbiegła do mnie i rzuciła mi się na
szyję, kiedy tylko kucnąłem. Czułem jak szybko bije jej serce, a w jej oczach
błyszczały iskierki. Jej kroki wciąż były niepewne i chwiejne. Zaśmiałem się
patrząc na tą małą istotkę, kiedy wywracała się i podnosiła po kilka razy.
- Cześć kruszyno. – mruknąłem, przytulając ją do siebie. Była
taka maleńka, a jej uśmiech zawsze powodował, że cieszyło mi się serce,
nieważne, co się działo.
- Zan..tęskniłam. – brunetka wtuliła się we mnie, a ja
pogłaskałem ją po głowie.
- Chcę widzieć Cari dzisiaj o 18 u mnie. Ani minuty później.
– moją całą radość zakłócił głos osoby, której nie miałem ochoty nawet oglądać.
- Też się cieszę, że Cię widzę Janet. – prychnąłem ironicznie
i skinąłem głową na jej żądanie.
- I nie próbuj nastawiać jej przeciwko mnie.
- Nie jestem taki jak Ty, - po tych słowa czarnowłosa się
oddaliła, zostawiając mnie z małą Cari.
Odwróciłem się i spojrzałem jak trzyletnia dziewczynka
próbuje złapać motyla. Zaśmiałem się. Miała na głowie dwa kucyki na czubku
głowy i różową opaskę, którą sam jej kupiłem. Przysiadłem na ziemi i
obserwowałem z uśmiechem bawiącą się Cari.
(…)
- Zan, dzie idziemy? – podniosłem brunetkę na ręce i
pocałowałem ją w główkę.
- Na spacer, mała.
Fakt, byłem trochę zdenerwowany po sms’ie, który dostałem od
Liam’a. Napisał, że Aurora zniknęła. Zabrała swoje rzeczy i wyszła zaraz po
kłótni z domu, nie odbiera telefonów i nikt nie wie gdzie jest.
Ja wiem..dzisiejsza sytuacja zostawia wiele do życzenia, ale
muszę przyznać, że się zmartwiłem. Nie chciałem, żeby coś jej się stało, a
znałem ją na tyle dobrze, że wiedziałem, że zawsze coś narobi. A drugi powód
był taki..czułem się trochę odpowiedzialny za to, co dziś się stało.
- Cemu jesteś zły? – Cari zmarszczyła brwi, obserwując mnie.
- Nie jestem zły, tylko trochę zdenerwowany. – pstryknąłem ją
w nos i uśmiechnąłem się lekko.
Musiałem pomyśleć przez chwilę i zastanowić się, co zrobić.
- Chcesz coś zjeść? – brunetka kiwnęła głową, a ja odruchowo skręciłem do cukierni .
Posadziłem małą przy stoliku, który znajdował się przy witrynie
sklepowej. Zamówiłem jej ptysia z bitą śmietaną i usiadłem naprzeciwko. Teraz
miałem parę chwil, żeby coś w ogóle ustalić. Wyciągnąłem telefon i wybrałem
numer Payne’go.
- Znalazła się? – bez żadnych ceregieli zacząłem rozmowę,
nie miałem ani ochoty ani czasu na jakieś czułości.
- Nie. Chłopaki poszli już na próbę dźwiękową, a ja jestem w
domu, gdyby wróciła. – słyszałem, że faktycznie się martwił. – Zayn.
- Co?
- Jeśli coś jej się stanie, to będzie Twoja wina.
- Pieprz się. – mruknąłem i rozłączyłem się.
Przetarłem twarz dłońmi i zamknąłem na chwilę oczy. Nie wiedziałem
już co zrobić, naprawdę poczułem się bezsilny. Liam miał rację i to najbardziej
bolało. Przekląłem w myślach na samego siebie i zacisnąłem pięści. Kiedy
podniosłem wzrok moim oczom ukazała się mała brunetka, po uszy ubrudzona w
śmietanie.
- Jesteś brudna.
- Dzie? – jej odpowiedź mnie rozśmieszyła, mimo że nie było
mi wcale do śmiechu.
Jednak w pewnym momencie przemknęło mi coś znajomego przed
oczami. Odruchowo odwróciłem głowę w stronę szyby i zobaczyłem, jak niewielka
rudowłosa dziewczyna niezdarnie ciągnie za sobą walizkę. Włosy przysłoniły jej
pół twarzy, ale ja i tak wiedziałem na kogo patrzę. Sweter zjechał jej z
ramienia, odsłaniając je, a ręce były zajęte trzymaniem wszystkiego, co można
było w nich trzymać. Wyglądało to trochę komicznie, ale przynajmniej miałem
pewność, że daleko nie ucieknie. Jeszcze przez chwilę ją obserwowałem, widząc,
że ludzie ją popychają, postanowiłem do niej podejść.
- Przepraszam. – zagadnąłem do ekspedientki. – Mam taką
prośbę. Mogłaby Pani się na chwilę, dosłownie na moment zająć tą małą. Ona
będzie spokojnie jadła, tylko, żeby miała ją Pani na oku?
Uśmiechnąłem się szarmancko do dziewczyny, na co ona się
zarumieniła. Skinęła głową, po czym ja skierowałem się do Cari.
- Poczekaj na mnie mała, dobrze? Za moment wrócę. –
ucałowałem ją w głowę, jednak ta była tak zajęta swoim ciastkiem, że nawet na
mnie nie spojrzała.
Chwyciłem za bluzę i wyszedłem na dwór, rozglądając się za
Aurorą. Kiedy ją namierzyłem zrobiłem parę kroków w jej stronę. Odwróciła się,
a widząc mnie szybko zabrała rzeczy i próbowała uciec. Wystraszyła się,
widziałem.
- Poczekaj. – złapałem ją za ramię, jednak ta
niespodziewanie się wyszarpała.
- Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, stając na wprost mnie. –
Nie zbliżaj się i zostaw mnie w spokoju!
Nie spodziewałem się takiej reakcji, nie spodziewałem się,
że ujrzę w jej oczach tyle nienawiści, przeplatanej strachem.
- Aur..
- Nie, nie ma Aurora. Rozumiesz? Ja już dla Ciebie nie
istnieję! Nie chcę na Ciebie patrzeć, nie chcę Cię widzieć. Nie chcę!
Próbowała być silna, próbowała nie płakać, jednak jej głos
załamywał się z każdym kolejnym słowem. Nigdy w całym moim życiu mi nic nie
wygarnęła, nigdy. Patrzyłem na nią, na
jej oczy, które zaczynały błyszczeć od łez. Nienawidziłem tego, nienawidziłem
patrzeć na jej łzy, szczególnie na te, które ja wywołałem.
- Czego Ty jeszcze ode mnie chcesz? Mało Ci? – Aurora cała
się trzęsła, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
Postanowiłem dać jej wyrzucić z siebie to wszystko.
Patrzyłem na nią i musiałem przyznać, że coś mnie zakuło w tych cholernie
zimnym sercu.
- Jesteś dupkiem. Kretynem, cholernym idiotą. To Ty chciałeś
mnie chronić przed całym światem. – wykrzyczała, a ludzie zaczęli skupiać na
nas swoją uwagę. Nie chciałem tego, ale nie dałbym rady teraz jej uspokoić. – A
kto mnie obroni przed Tobą?
Podniosłem wzrok, na te słowa..coś we mnie..nie wiem.
Patrzyłem na nią i na jej łzy, które tak swobodnie spływały na jej policzku.
Nie potrafiła już ich połykać, brakowało jej tchu. Zamachnęła się, żeby mnie
uderzyć, ale w pewnym momencie zatrzymała rękę i rozpłakała się. Nie czekając
ani chwili, przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem. Czułem przez chwilę
jej opór, ale po niespełna kilku sekundach poddała mi się całkiem i wtuliła w
tors. Jej oddech się nie uspokajał, a serce biło jak oszalałe. Moja dłoń
powędrowała na jej głowę i zaczęła delikatnie gładzić jej włosy. Nie
powiedziałem ani słowa, nie wiedziałem nawet co powinienem powiedzieć w takiej
sytuacji. Chyba nie było takich słów. Nienawidziła mnie, widziałem to po niej.
A ja nienawidziłem siebie.
Powyżej mała niespodzianka ode mnie. Życzę miłego czytania i ..oglądania.