wtorek, 28 października 2014

03. Rozdział trzeci.

" But baby, running after you it's like chasing the clouds. "

        Następnego ranka obudziły mnie hałasy, dobiegające z dołu. Z niezadowoleniem otworzyłam oczy, marszcząc przy tym brwi i próbując ogarnąć co się dzieje. Podniosłam się na dwóch rękach, a kosmyk z moich włosów opadł mi na twarz. Uniosłam oczy, by spojrzeć na niesfornego kosmyka, która zakłócał mi teraz pole widzenia. Zdmuchnęłam go delikatnie i rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu mojego swetra. Zaklęłam w duchu na tych, którzy tak świetnie się bawili na parterze, budząc mnie przy tym. Uniosłam oczy do nieba i westchnęłam cicho, leniwie podnosząc się z łóżka.
- Ósma rano.. świetnie. – mruknęłam pod nosem, zerkając na zegarek.
Miałam zamiar pójść do łazienki, wykąpać się, wyszykować i dopiero wtedy zejść na dół, jednak coraz to głośniejsze hałasy mnie zaniepokoiły. Nie było to coś w rodzaju wygłupów, co w ogóle mi się nie podobało. Zarzuciłam na siebie rozciągnięty sweter i pośpiesznie otworzyłam drzwi, w zamiarze zejścia na dół. Jednak to chyba nie był najlepszy pomysł. To, co zobaczyłam przekroczyło moje wszystkie wyobrażenia i domysły, jakie snuły się w mojej głowie od kilku minut.
- Co wy do cholery robicie? – krzyknęłam, zbiegając po schodach.
Liam z Zaynem się pobili, a właściwie to bili, szarpali, popychali i wyzywali. A reszta? Stała jak te kołki, nie wiedząc w ogóle co zrobić. Poczułam jak moje serce przyspiesza, a oddech staje się nierównomierny. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ta dwójka była na siebie tak wściekła. A znam ich bardzo długo! Świetnie! Żaden z nich nawet nie zareagował na moje słowa, co mnie zdenerwowało. Zayn miał rozwaloną wargę i łuk brwiowy z którego leciała krew, a Liam podbite oko, na które już ledwo widział.
- Nie zasługujesz na grosz wyrozumiałości, skończony kretynie! Myślisz, że Ci od tak wolno ranić ludzi?
- Zamknij ryj! Myślisz, że wszystko wiesz? Że jesteś najmądrzejszy? Nie w tym świecie! Nie jesteśmy w szkole, czasy się zmieniły! – warknął Malik, łapiąc przyjaciela i szarpiąc go za jego bluzkę.
- Przestańcie! – stanęłam między nimi, łapiąc obojgu za materiał ich koszulek.
Tak naprawdę ryzykowałam trochę, bo przecież przy nich nie wyglądałam na zbyt groźną, a przede wszystkim nie miałam nawet siły, żeby powstrzymać jednego z nich, a co dopiero dwójkę. Jednak kiedy tylko ich dotknęłam, chłopcy w momencie zamilkli, dysząc ciężko.
- Co wam odbiło, co? – spojrzałam na jednego i drugiego, mierząc ich wzrokiem.
Nie rozumiałam..chociaż, właściwie to wiedziałam, albo przynajmniej mogłam się domyślać, co było powodem tej kłótni. A raczej kto. Wiedziałam, że to nie jest dobry. Że nie powinnam, ale nie.. jak zawsze Aurora musiałam wpaść na genialny pomysł. Gratulacje!
- Nic, nic takiego. – mruknął Liam, odwracając głowę.
- Nic? O co poszło?
- A o to, że przyjechałaś , że w ogóle żyjesz! – ryknął Zayn, patrząc mi prosto w oczy i z hukiem wyszedł z domu, trzaskając przy tym drzwiami.
To..co poczułam  w chwili wypowiedzenia tych słów było co najmniej nie do opisania. Moje źrenice momentalnie się powiększyły i zaszkliły, a serce jakby stanęło.  Poczułam, jakbym dostała kamieniem prosto w twarz. I to nie jednym. Stałam jak słup, patrząc się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Malik.  Nie chciałam wierzyć w to, co usłyszałam, przecież..dlaczego.. Do moich oczu napłynęły łzy, kiedy podszedł do mnie Liam.
- Aurora.. – szepnął.
Pokręciłam głową, połykając łzy i nabierając haust powietrza do płuc. Widziałam, że chce coś powiedzieć, ale nie miałam najmniejszej ochoty na słuchanie czegokolwiek od kogokolwiek. Cofnęłam się, nie patrząc na twarze żadnego z chłopaków, po czym pospiesznie pobiegłam do swojego pokoju. Jedyne o czym teraz marzyłam to zniknąć, schować się gdzieś i już nigdy, przenigdy nie musieć pokazywać się ludziom. Nie chciałam, nie potrzebowałam. Zacisnęłam dłonie, powodując, że paznokcie zaczęły się wbijać do skóry, a po moim policzku spłynęły kolejne łzy.
- Nienawidzę go! – pomyślałam, osuwając się na podłogę i chowając głowę w kolana.
Miałam mętlik, każdego jego słowo obijało się w mojej głowie, przysparzając coraz to większy ból. Dlaczego? Dlaczego mnie tak nienawidzi? Nigdy go nie zawiodłam, nigdy nie zostawiłam. Nigdy.
Ochota roztrzaskania czegoś narastała z każdą chwilą, a ja nie potrafiłam jej opanować.
- Aurora! Otwórz! – głos Liama od kilkunastu minut rozbrzmiewał zapewne w całym domu. Ale ja byłam zła. Na niego też. Po co pakował się w tą bójkę? No po co? Umiem sama o siebie zadbać, nie potrzebuje obrońców.
- Zostaw mnie, Liam. – mruknęłam ledwo dosłyszalnie.
Nagle usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, przez co zerwałam się momentalnie na nogi. Pierwsze o czym pomyślałam to, żeby schować się do łazienki. Jednak zanim zdążyłam do niej uciec, Payne złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę.
- Gdzie.. – przyciągnął mnie i schował w ramionach, delikatnie głaszcząc po głowie. – Uspokój się.
Fakt, na początku chciałam się wyrwać i walczyłam z chłopakiem, ale w pewnym momencie poddałam się i wtuliłam w jego tors. Serce waliło mi jak oszalałe, a łzy nie przestawały cieknąć.
- Dlaczego Liam? Dla..czego.. – wydusiłam pół szeptem, łykając pojedyncze łzy.
- Ciii, mała. Nie teraz, wypłacz się. Nie miałaś nigdy komu, nie było mnie przy Tobie, ale teraz jestem. Pozbądź się tych emocji. – jego głos był opanowany, spokojny, jakby każde słowo było dokładnie przemyślane.
Miał racje. Nigdy nie miałam okazji się wyżalić, wypłakać, wyżyć. Może tego potrzebowałam?
                Zamknęłam oczy, zanim się uspokoiłam minęło dość dużo czasu. Liam przez cały ten czas, głaskał mnie po głowie i robił wszystko, żeby tylko wyrównać bicie mojego serca. Mimo że upierałam się, żeby zostać sama, to chyba jednak..chciałam, żeby ktoś teraz przy mnie był. A na niego mogłam zawsze liczyć, jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Znałam go tyle lat, rozumieliśmy się bez słów. Powinnam dziękować Bogu, że mam takiego przyjaciela, ale.. nie było go wtedy, kiedy tego najbardziej potrzebowałam.. Może właśnie dlatego zachowuje taki dystans? Nie wiem, już sama nie wiem.
- Już dobrze? – spojrzał na mnie, ocierając delikatnie spływającą łzę z mojego policzka.
Spojrzałam w jego oczy i..to było dziwne, jeszcze nigdy nie widziałam, żeby patrzył na mnie w taki sposób. Poczułam się niezręcznie, ale nawet nie byłam w stanie nic powiedzieć..kiedy Liam zbliżył się do mnie bardziej i musnął delikatnie moje wargi. Po moim ciele przeszedł dreszcz, nie wiem czy przyjemny, czy z zaskoczenia. Ale przymknęłam na chwilę oczy.


Perspektywa Liam'a.

Człowiek nie może w sobie dusić wszystkiego  przez tyle lat, a jednak to robi. Dlaczego? Żeby czasem kogoś nie skrzywdzić. Aurora i Zayn byli bardzo specyficzną parą, Malik był strasznie zazdrosny, ale też cholernie o nią dbał. Widziałem to i byłem mu za to wdzięczny. Ale..kiedy zachował się jak skurwiel, jako jego przyjaciel miałem  prawo powiedzieć mu, co o tym myśleć. Mimo wszystko długo milczałem.. Ale kiedy ona się tu zjawiła..i kiedy zobaczyłem, że cierpi, naprawdę cierpi, nie wytrzymałem. Cóż, Malik nie jest z kamienia, dostanie parę razy po ryju to może zmądrzeje. Ale to nie wszystko. Obiecałem sobie, że do tego nigdy nie dojdzie. Ale kiedy trzymałem jej drobne ciało w ramionach i czułem jak bije jej serce, moje podskoczyło mi do gardła. Nie mogłem się powstrzymać, to było silniejsze ode mnie. Spojrzałem w jej ciemne oczy i momentalnie wpiłem się w malinowe usta Aurory. Przyjemne ciepło ogarnęło całe moje ciało, poczułem dreszcze, rozchodzące się falami po moim ciele. Nie wiem..to była chwila, ułamek sekundy. A ja już nie mogłem, już nie dawałem rady. Tak się nie dało.. On ją krzywdził, a ona cierpiała. Ja mogłem dać jej więcej, zawsze to wiedziałem, ale..przecież ona go tak kochała. Malik był moim przyjacielem, a Aurora przyjaciółką. Jednak..coś we mnie pękło, coś spowodowało, że uznałem, że to dobry moment.. Nie mogłem pozwolić, by znowu ją skrzywdził, nie mogłem..
- Aurora.. – zacząłem, ale jej reakcja zbiła mnie z trop. Chociaż mogłem się tego spodziewać, wiedziałem, że będzie speszona.
- Liam..ja..dlaczego..co.. – jej oczy świeciły się, a niepewność biła od niej na kilometr.
Dopiero teraz zrozumiałem, że to  nie był najlepszy moment. Idiota z Ciebie. Zdałem sobie sprawę, że jej uczucie do Malika wciąż jest świeże i wcale, ale to wcale jej teraz nie pomogłem. Cholerny przyjaciel.
-Przepraszam..nie powinienem, nie teraz..
- Nie powinieneś? Nie teraz? – spuściła głowę i nerwowo zaczęła bawić się palcami. – A myślisz, że na to byłby odpowiedni moment?
Cisza. Zamilkłem i słyszałem, jak bije jej serce. Albo to było moje? Już sam nie wiedziałam, chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale nagle w minucie odebrało mi mowę.
- Chcę zostać sama. – szepnęła.
Nie protestowałem. Nie chciałem była czuła się dziwnie w mojej obecności. Sam jestem sobie winien. Zadowolony z siebie? Mam nadzieję, że niczego nie spiBaeprzyłem między nami. Spojrzałem na jej bezbronną twarz jeszcze raz i wyszedłem z pokoju, zostawiając ją, na jej prośbę. Bałem się, naprawdę się bałem.
Schodząc na dół wpadłem na Nialla, który jak zawsze z pełną buzią coś do mnie mówił, a ja nic nie rozumiałem. Skrzywiłem się tylko i przewróciłem oczami.
- czostalose? – jegp wyraz twarzy był komiczny, ale nie było mi jakoś szczególnie do śmiechu.
- Chodzi mu o to, co to całe zajście miało znaczyć? – Louis uniósł brew, w pytającym geście.
- Spytajcie swojego przyjaciela. – warknąłem i zatrzasnąłem drzwi do pokoju przed ich nosem.

Perspektywa Malika. 

Popierdolony świat, w którym to ja muszę grać tego popierdolonego dupka. Nie po to uciekałem, żeby teraz musieć patrzeć na jej cierpienie. Po coś wyjechałem, tak? Moje życie to nie jakaś cholerna bajka, tylko czysty dramat i kryminał w jednym. Chciałem robić to, co kocham, ale jak robić to bez osoby, którą się kocha? Kiedyś spytałem o to Liam’a, a ten co powiedział?
„ Sam sobie zgotowałeś taki los.” Przyjaciel. Byłem wściekły po jego słowach, naprawdę wściekły, a wszystko dlatego, że miał rację, cholerną rację. Mogłem ją mieć przy swoim boku, codziennie, co noc. Mogła mnie uspokajać tym swoim lustrującym spojrzeniem, dotykiem chłodnej ręki i biciem serca. Mogła mówić, że jest ze mnie dumna. Ale tak było lepiej. Dla niej. Szczególnie dla niej.
                Wyciągnąłem paczkę papierosów i zapaliłem jednego. One mnie uspokajały, pozwalały ukoić nerwy. Może nie tak jak ona, ale musiałeś szukać zastępcy. Papierosów przynajmniej nie skrzywdzę. Zaciągnąłem się i spokojnie zacząłem wypuszczać dym z ust. Nie było zbyt ciepło. W Londynie nigdy nie jest ciepło i nie wygląda to tak jak na obrazku. Oparłem się o jakieś drzewo i zamyśliłem. Jednak po kilku minutach czyjś głos wyrwał mnie z tego stanu.
- Zaaaaaaaan! – usłyszałem dziecięcy głos i w momencie wyrzuciłem papierosa.
Malutka brunetka podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję, kiedy tylko kucnąłem. Czułem jak szybko bije jej serce, a w jej oczach błyszczały iskierki. Jej kroki wciąż były niepewne i chwiejne. Zaśmiałem się patrząc na tą małą istotkę, kiedy wywracała się i podnosiła po kilka razy.
- Cześć kruszyno. – mruknąłem, przytulając ją do siebie. Była taka maleńka, a jej uśmiech zawsze powodował, że cieszyło mi się serce, nieważne, co się działo.
- Zan..tęskniłam. – brunetka wtuliła się we mnie, a ja pogłaskałem ją po głowie.
- Chcę widzieć Cari dzisiaj o 18 u mnie. Ani minuty później. – moją całą radość zakłócił głos osoby, której nie miałem ochoty nawet oglądać.
- Też się cieszę, że Cię widzę Janet. – prychnąłem ironicznie i skinąłem głową na jej żądanie.
- I nie próbuj nastawiać jej przeciwko mnie. 
- Nie jestem taki jak Ty, - po tych słowa czarnowłosa się oddaliła, zostawiając mnie z małą Cari.
Odwróciłem się i spojrzałem jak trzyletnia dziewczynka próbuje złapać motyla. Zaśmiałem się. Miała na głowie dwa kucyki na czubku głowy i różową opaskę, którą sam jej kupiłem. Przysiadłem na ziemi i obserwowałem z uśmiechem bawiącą się Cari.

(…)

- Zan, dzie idziemy? – podniosłem brunetkę na ręce i pocałowałem ją w główkę.
- Na spacer, mała.
Fakt, byłem trochę zdenerwowany po sms’ie, który dostałem od Liam’a. Napisał, że Aurora zniknęła. Zabrała swoje rzeczy i wyszła zaraz po kłótni z domu, nie odbiera telefonów i nikt nie wie gdzie jest.
Ja wiem..dzisiejsza sytuacja zostawia wiele do życzenia, ale muszę przyznać, że się zmartwiłem. Nie chciałem, żeby coś jej się stało, a znałem ją na tyle dobrze, że wiedziałem, że zawsze coś narobi. A drugi powód był taki..czułem się trochę odpowiedzialny za to, co dziś się stało.
- Cemu jesteś zły? – Cari zmarszczyła brwi, obserwując mnie.
- Nie jestem zły, tylko trochę zdenerwowany. – pstryknąłem ją w nos i uśmiechnąłem się lekko.
Musiałem pomyśleć przez chwilę i zastanowić się, co zrobić.
- Chcesz coś zjeść? – brunetka kiwnęła głową,  a ja odruchowo skręciłem do cukierni .
Posadziłem małą przy stoliku, który znajdował się przy witrynie sklepowej. Zamówiłem jej ptysia z bitą śmietaną i usiadłem naprzeciwko. Teraz miałem parę chwil, żeby coś w ogóle ustalić. Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer Payne’go.
- Znalazła się? – bez żadnych ceregieli zacząłem rozmowę, nie miałem ani ochoty ani czasu na jakieś czułości.
- Nie. Chłopaki poszli już na próbę dźwiękową, a ja jestem w domu, gdyby wróciła. – słyszałem, że faktycznie się martwił. – Zayn.
- Co?
- Jeśli coś jej się stanie, to będzie Twoja wina.
- Pieprz się. – mruknąłem i rozłączyłem się.
Przetarłem twarz dłońmi i zamknąłem na chwilę oczy. Nie wiedziałem już co zrobić, naprawdę poczułem się bezsilny. Liam miał rację i to najbardziej bolało. Przekląłem w myślach na samego siebie i zacisnąłem pięści. Kiedy podniosłem wzrok moim oczom ukazała się mała brunetka, po uszy ubrudzona w śmietanie.
- Jesteś brudna.
- Dzie? – jej odpowiedź mnie rozśmieszyła, mimo że nie było mi wcale do śmiechu.
Jednak w pewnym momencie przemknęło mi coś znajomego przed oczami. Odruchowo odwróciłem głowę w stronę szyby i zobaczyłem, jak niewielka rudowłosa dziewczyna niezdarnie ciągnie za sobą walizkę. Włosy przysłoniły jej pół twarzy, ale ja i tak wiedziałem na kogo patrzę. Sweter zjechał jej z ramienia, odsłaniając je, a ręce były zajęte trzymaniem wszystkiego, co można było w nich trzymać. Wyglądało to trochę komicznie, ale przynajmniej miałem pewność, że daleko nie ucieknie. Jeszcze przez chwilę ją obserwowałem, widząc, że ludzie ją popychają, postanowiłem do niej podejść.
- Przepraszam. – zagadnąłem do ekspedientki. – Mam taką prośbę. Mogłaby Pani się na chwilę, dosłownie na moment zająć tą małą. Ona będzie spokojnie jadła, tylko, żeby miała ją Pani na oku?
Uśmiechnąłem się szarmancko do dziewczyny, na co ona się zarumieniła. Skinęła głową, po czym ja skierowałem się do Cari.
- Poczekaj na mnie mała, dobrze? Za moment wrócę. – ucałowałem ją w głowę, jednak ta była tak zajęta swoim ciastkiem, że nawet na mnie nie spojrzała.
Chwyciłem za bluzę i wyszedłem na dwór, rozglądając się za Aurorą. Kiedy ją namierzyłem zrobiłem parę kroków w jej stronę. Odwróciła się, a widząc mnie szybko zabrała rzeczy i próbowała uciec. Wystraszyła się, widziałem.
- Poczekaj. – złapałem ją za ramię, jednak ta niespodziewanie się wyszarpała.
- Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, stając na wprost mnie. – Nie zbliżaj się i zostaw mnie w spokoju!
Nie spodziewałem się takiej reakcji, nie spodziewałem się, że ujrzę w jej oczach tyle nienawiści, przeplatanej strachem.
- Aur..
- Nie, nie ma Aurora. Rozumiesz? Ja już dla Ciebie nie istnieję! Nie chcę na Ciebie patrzeć, nie chcę Cię widzieć. Nie chcę!
Próbowała być silna, próbowała nie płakać, jednak jej głos załamywał się z każdym kolejnym słowem. Nigdy w całym moim życiu mi nic nie wygarnęła, nigdy.  Patrzyłem na nią, na jej oczy, które zaczynały błyszczeć od łez. Nienawidziłem tego, nienawidziłem patrzeć na jej łzy, szczególnie na te, które ja wywołałem.
- Czego Ty jeszcze ode mnie chcesz? Mało Ci? – Aurora cała się trzęsła, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
Postanowiłem dać jej wyrzucić z siebie to wszystko. Patrzyłem na nią i musiałem przyznać, że coś mnie zakuło w tych cholernie zimnym sercu.
- Jesteś dupkiem. Kretynem, cholernym idiotą. To Ty chciałeś mnie chronić przed całym światem. – wykrzyczała, a ludzie zaczęli skupiać na nas swoją uwagę. Nie chciałem tego, ale nie dałbym rady teraz jej uspokoić. – A kto mnie obroni przed Tobą?
Podniosłem wzrok, na te słowa..coś we mnie..nie wiem. Patrzyłem na nią i na jej łzy, które tak swobodnie spływały na jej policzku. Nie potrafiła już ich połykać, brakowało jej tchu. Zamachnęła się, żeby mnie uderzyć, ale w pewnym momencie zatrzymała rękę i rozpłakała się. Nie czekając ani chwili, przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem. Czułem przez chwilę jej opór, ale po niespełna kilku sekundach poddała mi się całkiem i wtuliła w tors. Jej oddech się nie uspokajał, a serce biło jak oszalałe. Moja dłoń powędrowała na jej głowę i zaczęła delikatnie gładzić jej włosy. Nie powiedziałem ani słowa, nie wiedziałem nawet co powinienem powiedzieć w takiej sytuacji. Chyba nie było takich słów. Nienawidziła mnie, widziałem to po niej. A ja nienawidziłem siebie.




  ____________________________________________________

Powyżej mała niespodzianka ode mnie. Życzę miłego czytania i ..oglądania.

poniedziałek, 20 października 2014

02. Rozdział drugi.

" I know you're tired. "

- Będziesz twarda, Auri. - powiedziałam w myślach i spięłam się, aby zejść na sam dół. Przeczesałam palcami włosy i podniosłam głowę, aby spojrzeć na każdego, z udawaną pewnością. 
- Cześć Zayn. - powiedziałam niepewnie, starając się być obojętna i wysiliłam się na uśmiech w stronę solenizanta. - No Liam! To jak..siadamy do stołu? Zgłodniałam muszę przyznać. 
Widziałam, że Liam nie był pewny, co zrobić, ale dałam mu znak, żeby dał sobie spokój i żebyśmy po prostu mogli zjeść kolację. Uśmiechnął się i zaprosił wszystkich do stołu.
- Słuchajcie..sam gotowałem..więc..radzę Wam uważać! - zaśmiał się i podał przyrządzone jedzenie do stołu. Zaciągnęłam się zapachem, próbując się wciąż uśmiechać.. chociaż..to bylo tak strasznie trudne. Harry usiadł obok mnie, na przeciw niego Louis, a obok niego zajął miejsce Malik, co nie zadowoliło ani mnie, ani jego. Na jednym końcu stołu siedział Liam, natomiast drugi koniec zajął Irlandczyk. Tak właśnie zaczęła się kolacja, która wbrew pozorom nie była tak bardzo niezręczna. Wszyscy oprócz Malika śmiali się, rozmawiali i opowiadali rożne historie. Muszę Przyznać, że bawiłam się świetnie. Harry był naprawdę bardzo uroczy i co chwilę mnie rozśmieszał, przez co z mojej twarzy nie schodził szeroki uśmiech. 
Gdzieś wewnątrz wiedziałam, że to trochę taka gra..że tak naprawdę nie mam wielu powodów do śmiechu.  I szczerze? Zrobiło mi się cholernie żal Zayn'a, bo tylko on..nie potrafił się dobrze bawić. Nie wiem dlaczego, czulam się winna, choć nie powinnam nawet myśleć o nim z jakimkolwiek dobrym uczuciem, bo na to nie zasłużył. Chciałam go nienawidzić, ale zwyczajnie w świecie nie potrafiłam, przez co zaczynałam nienawidzić samą siebie.
- I wtedy..wszedł Niall z tą swoją gitarą i zaczął grać.. - ocknęłam się z przemyśleń i spojrzał na Harry'ego, który zawzięcie od kilkunastu minut opowiadał historię powstania ich zespołu. To nie tak..że mnie to nie interesowało, bo naprawdę bardzo byłam ciekawa..tylko jakoś tak..
- Auri, wszystko w porządku? 
Spojrzałam na Liam'a i pokiwałam głową, po czym uśmiechnęłam się wesoło. Zagryzłam lekko wargę i odgarnęłam włosy. 
- No i właśnie tak to było ! - zakończył Styles, ciesząc się na wszystkie strony. 
W pewnym momencie zauważyłam, że w salonie stoi pianino. 
- Tak! Poproszę! - powiedział entuzjastycznie, patrząc na mnie i kiwając głową. Jak on mnie dobrze znał.. cały Liam.
- Nie..nie teraz. - mruknęłam cicho, myślałam, że będziemy sami..wtedy mogłabym, ale tak..tak to nie.
- Nie daj się prosić. 
Wszyscy patrzyli na nas z takimi oczami, jakbyśmy byli trochę walnięci. Z Lamką rozumiałam się bez słów, może dlatego było to dla nich wszystkich takie dziwne. 
- Może nie wiecie, ale Aurora jest uzdolniona muzycznie i mogłaby powalic nas wszystkich na łopatki.
- Nooo prosimy, zagraj coś! - odwrócił się w moją stronę szatyn, siedzący obok.
- Ale..nie..naprawdę.. 
- Noejposzeciemzagajcos. - szczerze powiedziawszy niewiele zrozumiałam z tego zdania, które wypowiedział Niall, zapychają się kolejnymi kawałkami zapiekanki.
Jednak po kilku minutach wielu nalegań ze strony chłopców -  no prawie wszystkich, bo Malik od początku kolacji nie wypowiedział nawet słowa - postanowiłam, że spełnię ich prośbę. Uśmiechnęłam się do nich i pokręciłam głową, niedowierzając, że zdołali mnie do tego namówić. Sama nie wiedziałam, czy to dobry pomysł..to chyba nie był odpowiedni moment i miejsce na piosenkę. Czułam wzrok Zayn'a, który raz na jakiś czas podniósł głowę i przejechał każdego wzrokiem. 
- Niech Wam będzie! - podniosłam się i poprawiłam sukienkę, podchodząc do pianina. 
Wzięłam głęboki oddech, siadając na krzesełku i przymknęłam na chwilę oczy, by przypomnieć sobie melodię i słowa piosenki, skomponowanej już jakiś czas temu przeze mnie. Kiedy zaczynałam śpiewać, wszystko dookoła znikało, zostawałam tylko ja i moje emocje. To było coś..co dawało mi możliwość uwolnienia się od wszelkich jednostek negatywnych w moim życiu. Czułam jak muzyka przeze mnie przenika, jak słowa wychodzą tak swobodnie, jakbym zwyczajnie w świecie mówiła, spontanicznie, wszystko, co czuję. Moje palce swobodnie ułożyły się na klawiszach, skąd po chwili zaczęła płynąć melodia. 

Just a little bit of your heart.

I don’t ever ask you
Where you’ve been
And I don’t feel the need to
Know who you’re with
I can’t even think straight
But I can tell
That you were just with her
And I’ll still be your fool
I’m a fool for you

Just a little bit of your heart
Just a little bit of your heart
Just a little bit of your heart
Is all I want
Just a little bit of your heart
Just a little bit of your heart
Just a little bit is all I’m asking for

***
Perspektywa Zayn'a. 

Trudno wyjaśnić, co działo się teraz w mojej głowie. Nie tego się spodziewałem, odwołując spotkanie ze znajomymi i wracając na urodziny Liam'a. Widok tej jednej jedynej dziewczyny przywoływał w moim sercu strach. Bałem się cholernie, jak nigdy dotąd. Uciekłem i wcale nie ułożyłem sobie życia. Uciekam wciąż, nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca. Ciągle w głowie mam ten cholerny obrazek, z tej cholernej nocy, gdzie zachowałem się jak cholerny dupek. Ale tak musiało być, nie żałowałem. Mimo, że jej łzy i płacz są dla mnie jak duch, prześladujący mnie każdej nocy, podczas każdego snu. Widząc ją tu..i teraz..poczułem się tak, jakby spełnił się mój największy koszmar.. Nie patrząc na jej delikatną twarz, w te błyszczące oczy i na ten uroczy uśmiech..było mi łatwiej zapomnieć, łatwiej żyć. Wydawało mi się, ze jest okej..że jestem tak cholernie twardy, że bez problemu sobie z tym poradziłem. Do dziś. Wolałbym jej nigdy nie zobaczyć i żyć z poczuciem winy, niż.. Kiedy zasiadła do pianina, poczułem natychmiastowe uderzenie gorąca. Była tak cholernie piękna. Jeszcze piękniejsza niż wtedy.. nie myślałem, że mimo tego, co się stało będzie wyglądać tak kwitnąco. Moje pięści zaczęły się nerwowo zaciskać, a oczy nie potrafiły zmienić kierunku patrzenia. 
Kiedy wybrzmiały pierwsze słowa piosenki, czułem się jak pod wpływem..minął rok, a ja dopiero teraz zaczynałem rozumieć, jak wiele musiało ją to kosztować i jak bardzo musiała być silna. Radziła sobie sama przez tyle czasu, a ja nie usłyszałem nigdy od niej złego słowa.. Była niesamowita.

I don’t ever tell you
How I really feel
'Cause I can’t find the words to
Say what I mean
Nothing’s ever easy
That’s what they say
I know I’m not your only
But I’ll still be your fool
'Cause I'm a fool for you

Just a little bit of your heart
Just a little bit of your heart
Just a little bit of your heart
Is all I want
Just a little bit of your heart
Just a little bit of your heart
Just a little bit is all I’m asking for
Just a little bit

Czułem jak wzrok każdego z chłopaków jest utkwiony w Aurorę, jak przyciąga każde ich spojrzenie, oddech. Czułem jak Harry patrzy na nią z całkowitym oddaniem i podziwem, widziałem to, co dzieje się w jego oczach za każdym razem, kiedy z jej ust wypada pojedyncze słowo. Nie wiem dlaczego, czułem się jak w klatce. Jakby wszystko, co śpiewa to był kolejny kamień, trafiający we mnie. Trudno było się do tego przyznać, ale to była..jedyna kobieta, którą pokochałem i która pokochała mnie.

I know I’m not your only
But at least I’m one
I heard a little love
Is better than none

Just a little bit of your heart
Just a little bit of your heart
Just a little bit of your heart
Is all I want
Just a little bit of your heart
Just a little bit of your heart
Just a little bit is all I’m asking for

*** 
Otworzyłam oczy i wypuściłam ostatni haust powietrza. W pokoju rozległa się cisza, przez co poczułam sie trochę niezręcznie. Wierzchem dłoni otarłam pojedyncze łzy, spływające po moich policzkach i uśmiechnęłam się niepewnie, odwracając się do chłopaków. Zmarszczyłam lekko nos, po czym spuściłam głowę. Moje oczy rozbiegały się po całym pomieszczeniu, co raz zerkając w stronę bruneta, którego wzrok był utkwiony w okno. W głowie miałam setki myśli. Nie! Setki to zbyt łagodne określenie, tysiące, miliony.. Jakkolwiek..było ich mnóstwo i niekoniecznie wiedziałam, jak się zachować. Zrobiło się dość niezręcznie.
- To..
- Było..
- Coś..
- Pięknego.. - skończył Liam, podchodząc do mnie.
Spojrzałam w te jego brązowe oczy i uśmiechnęłam się do niego, zagryzając lekko język. Chłopak delikatnie otarł srebrzystą łzę, która spływała po moim lekko zaróżowionym policzku. 
- Wszystkiego najlepszego, Lamka. - powiedziałam już na ostatnim wydechu i w naglącej się potrzebie przytuliłam przyjaciela, oplatając dłonie wokół jego szyi. 
Kłamałam. Te łzy, to nie były łzy wzruszenia. To były łzy bólu, żalu, smutku i nienawiści w jednym. Drobne, niepozorne, jednak rozrywające mnie w środku ponad miarę. Nie wiedziałam ile jeszcze wytrzymam, więc postanowiłam, że wyjdę na zewnątrz, aby chwilę ochłonąć. Szczerze powiedziawszy, nie zauważyłam braku Malika w salonie, dopóki nie spotkałam go na ogrodzie za domem. Siedział na murku, zaciągając się papierosem, jakby to miał być jego ostatni. 
- A już prawie namówiłam go do rzucenia. - pomyślałam, zerkając na niego z odległości, która powodowała, że mogłam czuć się w miarę spokojnie. 
Przez dobrą chwilę obserwowałam go, najwidoczniej mnie nie zauważył. Oparłam głowę o framugę i trwałam tak, zastanawiając się, dlaczego.. Dlaczego ten, który zawsze chciał mnie chronić, najbardziej mnie skrzywdził? No dlaczego? Co zrobiłam źle? Gdzie popełniłam błąd?
- Hej..wszystko w porządku? - z zamyśleń wyrwał mnie głos Liam'a, który przytulił mnie do siebie i ułożył podbródek na mojej głowie. 
Nie musiałam odpowiadać, chłopak momentalnie spojrzał w kierunku, w którym teraz koncentrowały się moje oczy i wszystko było jasne. 
- Przepraszam, mała. - szepnął. - Naprawdę nie wiedziałem, że jednak przyjdzie..
Cieszyłam się i byłam naprawdę wdzięczna za wszystko, co dla mnie robił. Gdyby nie on to nie wiem, czy teraz mogłabym stać i patrzeć na Malika w spokoju. Chociaż..nigdy nie powiedział mi dlaczego Zayn mnie zostawił, nie wyjaśnił, ale może dlatego, że nie chciałam o tym rozmawiać?
- Wiem, że było Ci ciężko. - w momencie, kiedy zaczął wypowiadać te słowa, wyswobodziłam się z jego objęć i odwróciłam. 
- Jest w porządku. - odrzekłam krótko.
Skierowałam się w stronę drzwi, a nasze hałasy zwróciły uwagę Malika, który odwrócił się w naszą stronę. Liam pokręcił głową i westchnął ciężko, a ja zniknęłam za szklanymi drzwiami.  Wchodząc do domu od razu usłyszałam głos Harry'ego.
- Hej! Aurora! Wybieramy się jutro na rynek. Cały dzień mają tam być różne pokazy artystów! Wybierzesz się z nami? 
- Będziesz miała okazję posluchać na żywo jak gramy. - dodał blondyn, siadając na blacie i wciskając do ust kawałki czekolady.
Miałam wrażenie, że ten chłopak cały czas je. Każdy z nich był bardzo specyficzny. Na przykład Harry ciągle gadał, nie żeby to było coś złego, bo sama zawsze mówiłam więcej niż przeciętna osoba. Ale taki Louis.. miał bardzo specyficzne poczucie humoru, trochę uszczypliwe, ale był naprawdę zabawny. 
- Jasne! Jeśli będziecie występować, to przecież nie mogę tego przegapić! - entuzjazm w moim głosie był dużo większy niż w moim sercu, ale starałam się wyrównać, albo chociaż zapanować nad tym przeciążeniem. 
Liam spoglądał co chwilę na mnie, obserwując moje ruchy, moje miny, moje gesty. Czułam się jak pod lupą..ale wiedziałam, że robi to ze zwykłej troski. Kochał mnie, był jak mój brat i martwił się, że nie może mnie chronić na co dzień i widziałam, że teraz..kiedy tu jestem patrzy na mnie z ogromną troską.
- Hej, Zayn..przygotowałeś już solową piosenkę? – zagadał do Malika Niall, kiedy ten pojawił się w drzwiach.
Spojrzałam na niego i zatrzymałam na chwilę na nim swój wzrok. Dopiero teraz miałam okazję się mu przyjrzeć. I szczerze? To, co zobaczyłam cholernie mnie zmartwiło. Zayn wyglądał na zmęczonego, wręcz wycieńczonego i był bardzo nerwowy, od razu to zauważyłam. Nie sądziłam, że po takim czasie dalej będę w stanie czytać z niego, jak z książki. Nie chciałam. Nie chciałam wiedzieć, co z nim..jak się czuje, nie chciałam. Walczyłam w środku sama ze sobą, ale jednak..serce wygrało. Znowu.
- Nie wiem. Nie myślałem o tym jeszcze. – odburknął, opierając głowę o ścianę i chowając ręce do kieszeni czarnej bluzy.
Nie mogłam na niego patrzeć w takim stanie. Martwiłam się, chociaż takie uczucie nie powinno nawet na sekundę zagościć w moim sercu. Serce zabiło mi mocniej, ale wiedziałam, że muszę się opanować, że tak nie wolno, że nie teraz, nie tu.
- Auri? Jesteś bardzo zmęczona? – z rozmyśleń wyrwał mnie głowa Payne’a, który podszedł do mnie.
- Trochę, to był długi dzień. – uśmiechnęłam się słabo do niego.
W pewnym momencie Harry złapał się tuż obok mnie i złapał za rękę. Byłam trochę zdezorientowana, przez co nie bardzo wiedziałam, jak zareagować.
- Co Ty robisz stary.. – mruknął Louis, który patrzył na swoje kolegę jak na idiotę.
- Zabieram Aurorę na spacer po ogrodzie, żeby lepiej się jej spało. – odrzekł tak, jakby to było oczywiste.
Zmarszczyłam lekko brwi, nie wierząc w to, że ten niepozorny chłopak potrafi być tak bezczelny, ale w bardzo uroczy sposób. Kątem oka zauważyłam, że Malik drgnął, kiedy tylko Styles dotknął mojej dłoni.

***
Perspektywa Zayn’a.

Miałem dość tej chorej farsy. Nerwy rozrywały mnie od środka, chociaż..nawet na zewnątrz mnie coś brało. Pojawiła się tutaj i co? Nagle wszystko miało się zmienić? Miałem ochotę coś rozwalić, a potem najchętniej wyjść stąd jak najdalej. Do cholery jasnej.
- Zayn, wszystko w porządku? – kiedy tylko wszyscy się rozeszli, podeszła do mnie.
Spojrzała tymi swoimi błyszczącymi oczami, które przepełnione  troską i zmartwieniem. Nie..nie byłam w stanie na nią patrzeć i chować jakieś złe emocje. Przy niej nie mogłem, nie potrafiłem. Stała przede mną, w jakimś rozciągniętym swetrze, praktycznie bez makijażu i z warkoczem z tych jej cholernie pięknych włosów, którymi niegdyś tak często się bawiłem.  W momencie miałem ochotę wziąć ją w swoje ramiona, zaciągnąć się zapachem i trwać. Jednak..chyba bałbym się, że mi się rozkruszy, gdy ją mocniej przycisnę. Była taka delikatna, taka subtelna.
- Zayn?
- Jest okej. – odwróciłem wzrok, próbując na nią nie patrzeć. Nie mogłem się złamać. – A czemu pytasz?
Nie wytrzymałem długo w swoim postanowieniu i mój wzrok przeniósł się na tą istotę, stojącą przede mną. Widziałem, że było jej zimno, ale wytrwale stała i czekała..właśnie, na co? Ja sam nie wiem. Zaciągnąłem się po raz kolejny papierosem, powoli wypuszczając dym z ust.
- A tak..tylko.. – odpowiedziała chwiejnym głosem. Wystarczyło, że na nią spojrzałem. Speszyła się, jak zawsze. Jej oczy momentalnie zrobiły się duże i przeszklone.
- Tylko mi tu nie płacz, dziewczyno, błagam. – pomyślałem.
Poprawiło nerwowo kosmyk włosów, który opadł jej na czoło i spuściła głowę.
- Wracaj do domu, bo zmarzniesz.
- A Ty?
Uniosłem brew i spojrzałem na Aurorę z lekkim uśmiechem. Zawsze to robiła..
- Ja jeszcze posiedzę, idź spać.

Zawahała się przez chwilę, ale w końcu skierowała się w stronę domu. Odprowadziłem ją wzrokiem, obserwując każdy jej krok. I dopiero kiedy, zamknęła drzwi mogłem wrócić do poprzednich czynności. W dalszym ciągu było we mnie coś, co powodowało, że musiałem dbać o jej bezpieczeństwo. Tak czułem i tak robiłem. 



_________________________________

Przepraszam za taką długą przerwę, ale nie wynikało to z rzeczy zależnych ode mnie. Teraz wróciłam i dalej chcę przekazywać swoje emocje w postaci słów i przelewać je do Waszych serc. 

czwartek, 21 sierpnia 2014

01. Rozdział pierwszy.

" I'll be waiting all the time for you. " 

          Nagle z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. Z grymasem na twarzy podniosłam głowę z poduszki i próbowałam namierzyć wzrokiem urządzenie. Zmarszczyłam brwi, rozglądając się po pułkach, szafkach i całym pokoju. Kiedy go w końcu znalazłam, wzniosłam oczy do nieba, modląc się, żeby to nie było żadne z rodziców i muszę przyznać, że tym razem moje prośby zostały wysłuchane. Dzięki Ci Boże!
- Lamka! - rzuciłam entuzjastycznie do telefonu, na co osoba po drugiej stronie prychnęła z niezadowoleniem. 
- Przecież wiesz..że nie lubię..jak tak..do mnie..mówisz..- brurknęła Lamka, zwana też inaczej Liam'em Payn'e, jednak moje określenie wydawało mi się być dużo lepsze. 
- A myślałam, że kochasz jak tak mówię.. - westchnęłam z udawanym zawiedzeniem i przygryzłam dolną wargę. - Tak poważnie..to dlaczego dzwonisz tak późno? Dochodzi prawie jedenasta w nocy! 
- A co? Mam się wyłączyć? Co Ty...NIE CHCESZ ZE MNĄ GADAĆ? Dobra..Ty mała..niewdzięcznico..
- Liam.. 
- NO CO? 
- Nie wydzieraj mi się do ucha..TO! - po drugiej stronie zapanowała cisza, co uznałam jako znach obrazy, ale i tak wiedziałam, że szybko mu przejdzie. - A więc? 
- Jeszcze się policzymy.. a będziemy mieli okazje, bo pojutrze po 17 masz samolot do Londynu! 
Powiedział to tak szybko i z takim zadowoleniem, jakby nie wiadomo co ogłaszał. 
- CO?! Dobrze się czujesz? Nic mi nie powiedziałeś..nic! 
- Bo to miała być niespodzianka..chociaż to ja mam w piątek urodziny!
Ah! No tak..jak mogłam zapomnieć, przecież pojutrze..są urodziny Liam'a. Czyli..minął już rok..
- Haaalo!- odsunęłam słuchawkę od ucha, z nadzieją, że moje bębenki jeszcze nie pękły. 
- No jestem, jestem! - odrzekłam cicho.
- Także pakuj się już, bo znając Ciebie to weźmiesz pół domu. To nie będzie żadna impreza, po prostu chciałem spędzić z Tobą trochę czasu. 
Na te słowa mi ulżyło, bo.. chyba nie chciałam spotkać Zayn'a po takim czasie, źle bym się czuła i przede wszystkim nawet nie byłam na to gotowa. Uważając, że to rozdział zamknięty, tak naprawdę oszukiwałam sama siebie, ale tak było mi łatwiej. Po prostu.
- Muszę już kończyć, Auri. Chłopaki szaleją i nie da się normalnie pogadać. Do zobaczenia w piątek. Ktoś będzie na Ciebie czekał na lotnisku! 
- Głupek jesteś. Do zobaczenia, Liam. 
To była jedna rozmowa, a on powiedział mi milion rzeczy i już nic nie wiem. Westchnęłam cicho i ponownie opadłam na łóżko, zastanawiając się nad tym, co się wydarzy w piątek. Bo przecież..nie mogę tam nie polecieć, to są urodziny Liam'a.. on na moje przełożył swój koncert. Zresztą wiedziałam, że bardzo chciał, żebym była. 
- Dobra! - rzuciłam nagle, wstając i otwierając szafę. Zmrużyłam oczy, przegladając wszystko co w niej jest. Stanęłam na stołku i sięgnęłam po walizkę, w między czasie wywalając kilka rzeczy na podłogę. Nic nowego. Schyliłam się, żeby pozbierać bałagan i kiedy chwyciłam kalendarz i spojrzałam na niego, moje oczy momentalnie się zamknęły..a ja nie wiedziałam nawet, czy się śmiać, czy płakać. Nie musiałam długo czekać, kiedy dostałam sms'a.
" Wybacz mała, pomyliły mi się daty. Piątek jest jutro, także..do jutra! Kocham Cię! " 
Zaśmiałam się sama do siebie, taki poukładany Liam jest bardziej nieogarnięty, niż ja.  Chyba faktycznie muszę z nim zrobić porządek! 
      Pakowanie, a raczej wybieranie rzeczy zajęło mi bardzo dużo czasu, a nie byłam nawet spakowana w połowie. Załamałam się sama nad sobą i stwierdziłam, że skończę jutro, bo dziś już nie mam na to siły. Udałam sie tylko do łazienki, zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod natryk gorącej wody. Czułam się, jakby wszystko się ze mnie zmywało, wraz z wodą spływało do ścieków. Tak, pragnęłam choć jednego dnia,w którym byłabym w stanie  nie myśleć o Zayn'ie, jednak to nie było takie proste. Mówią, że czas leczy rany, jednak tak naprawdę..on tylko przyzwyczaja do bólu. I ja właśnie tak się czułam, jakby to co się wydarzyło i to co teraz czuje, to była taka norma, z którą będę żyła do końca swoich dni. Kiedy zakręciłam wodę, poczułam chłód ogarniający całe moje ciało i zapragnęłam już tylko znaleźć się w łóżku. Szczerze mówiąc trochę się bałam, no i..stresowałam. Jednak postanowiłam sobie, że tym razem nie zepsuje urodzin swojemu przyjacielowi i nawet..zrobię mu pewną niespodziankę. Tak! To był dobry pomysł, myśleć o przyjemnych rzeczach. Właśnie z takim nastawieniem odpłynęłam do krainy Morfeusza. 

***

      Kiedy promienie słońca wpadły do mojego pokoju i zaczęły figlarnie skakać po mojej twarzy, zmarszczyłam lekko nos, nakrywając się kołdrą po same uszy. Tego nie lubiłam w porankach..gryzącego światła, hałasu za oknem, bzykającej muchy i natychmiastowej potrzeby zwilżenia ust. Po omacku wyszukałam butelkę wody i wysunęłam lekko głowę spod kołdry. Oczywiście, otworzenie owego napoju zajęło mi trochę czasu i jak co rano obiecałam sobie, że zapiszę się na siłownię.
- Teraz już serio..jak wrócę na siłownię! - przyrzekłam sobie, popijając wodę i czując ulgę w ciele. Zaraz później wyciągnęłam się i ziewnęłam lekko, podnosząc się do postawy siedzącej. Momentalnie złapałam za telefon i się przeraziłam.. dobijało południe! A dwie godziny przed odlotem powinnam być na lotnisku, czyli dokładnie za.. 
- TRZY GODZINY! - krzyknęłam i poderwałam się z łóżka, wyklinając na budzik, który powinnien zadzwonić jakieś dwie i pół godziny temu. Westchnęłam ciężko i poleciałam do kuchni, wyciągając pośpiesznie jogurt z lodówki. To miało być moje śniadanie i chyba też obiad. Nie mając na nic czasu, ruszyłam do łazienki, aby szybko się ogarnąć. Zrobiłam staranny, aczkolwiek naturalny makijaż, przeczesałam placami swoje długie fale i uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Nie miałam za dużo czasu, więc pakowanie wcale nie pobiegło zgodnie z planem i tak jak powiedział Liam..wrzuciłam do walizki wszystko, co się w niej zmieściło, mając nadzieję, że udało mi się spakować coś sensownego. Ani się nie obejrzałam, kiedy minęło tyle czasu. Ubrałam jasnobeżowe spodnie i szeroki, rozciągnięty sweter, który zjeżdżał mi z ramienia. Przynajmnie było mi wygodnie i ciepło. Podwinęłam rękawy i chwyciłam za bagaż w jedną rekę, a do drugiej wzięłam swoją torebkę. Zerknęłam zegarek, na którym dobijała 15. Pospiesznie zamknęłam dom i udałam się na przystanek, skąd miałam dostać się na samo lotnisko. 
       Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie wiem kiedy znalazłam się w samolocie. Moje ręce drżały, widząc jak dobijamy do ziemi i lada moment będę w Londynie. Sama nie wiedziałam, czego się spodziewać. Byłam bardzo zestresowana, ale próbowałam skupić się na tych pozytywnych aspektach całej tej sytuacji i przez całą drogę szukałam ich w myślach. Na lotnisku było mnóstwo ludzi, wszyscy gdzieś się spieszyli, rozmawiali przez telefony, grzebali w komputerach, a ja stałam po środku nich, zastanawiając się, co teraz zrobić.
- Mądre posunięcie Liam, zostawić mnie samą na lotnisku..bardzo mądre. - burknęłam pod nosem, sprawdzając, co chwilę, czy wszystko mam i niepewnie się rozglądając. W pewnym momencie poczułam czyjąś dłoń na swoim nagim ramieniu i aż podskoczyłam. Osoba, stojąca za mną zaśmiała się, a kiedy odwróciłam w głowę w drugą stronę, moim oczom ukazał się, wysoki, bardzo postawny mężczyzna, który mimo wszystko miło się do mnie uśmiechał. 
- Ty jesteś Aurora, prawda? - spytał, na co uniosłam brew. - Ja jestem Paul! Liam powiedział..
- Liam..no tak! Tak..ja to Aurora. To Pan miał tu po mnie przyjechać? - spytałam niepewnie, zerkając na niego. 
- Tak, nie powiedział Ci? Spokojnie, to na pewno ja. Jestem przyjacielem chłopaków, pomagam im załatwiać różne sprawy. Wiesz..młodzi są, talent mają, ale wybić się trochę ciężko.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się lekko do mężczyzny, który w jednej ręce chwycił moją walizkę, jakby była całkiem pusta. Moje źrenice się powiększyły, co chyba Paul musiał zauważyć. 
- Mam trochę większe ręce niż Ty. - zaśmiałam się cicho, a ja zmarszczyłam brwi, zastanawiając się, co ta uwaga miała znaczyć..przecież moje dłonie nie było małe. 
Dla pewności uważnie im się przyjrzałam. Nie, zdecydowanie nie były małe! 
- Samochód jest na parkingu. Panie przodem. - puścił mnie w drzwiach, na co się uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę samochodu, który mi wskazał. Czułam się jak w limuzynie, bo samochód był naprawdę duży, ale w sumie..czego mogłam się spodziewać. Wiele razy widziałam Liama i..i resztę w telewizji. Potrząsnęłam lekko głową i zaczęłam nerwowo bawić się dłońmi, próbując znaleźć im jakieś zajęcie. Chciałam ułożyć sobie scenariusz dzisiejszego wieczora, ale niestety podróż nie trwała zbyt długo i nagle znalazłam się przed domem, w którym mieszkał.. Zayn.
- Przyjechałaś do Liam'a, pamiętaj. - szepnęłam pod nosem i zapukałam do drzwi. Na dworze było już bardzo ciepło i kiedy odwróciłam się, żeby rozejrzeć się po okolicy drzwi się otworzyły, a moim oczom ukazały się dwie zielone tęczówki i szerokie uśmiech na twarzy. To było trochę przerażające, bo nie zdążylam nawet powiedzieć słowa, kiedy zostałam wciągnięta do środka. 
- Jestem Harry! - przedstawił mi się wyszczerzony szatyn, stojący ciągle przede mną. Aż się zaśmiałam pod nosem, widząc jego entuzjazm i zadowolenie. 
- Aurora, miło mi..poznać. - uśmiechnęłam się szeroko, patrząc na chłopaka.
- AURI! 
Tak, ten głos poznam wszędzie.
- LAMKA! - rzuciłam entuzjastycznie, rzucając się na szyję Liam'owi, który stał w fartuszku. Uniosłam lekko brew, ale nie skomentowałam jego stroju nawet słowem. 
- Jak zawsze uroczy. -  zaśmiałam się z chłopaka.
- Jak zawsze mała. - wyszczerzył się złośliwie Payn'e, na co zareagowałam natychmiastowo, rzucając mu mordercze spojrzenie. - Pooczekaj, zanim się rozgościsz..muszę Ci ich przedstawić, bo odkąd powiedziałem, że przyjeżdżasz, nie dają mi spokoju.. 
Liam zmarszczył swoje brwi, na co ponownie się zaśmiałam.
- Dobra! Ten..to jego już znasz, nawet go przedstawiać nie muszę.. - mruknął, patrząc na Styles'a, który wciąż miał na twarzy szeroki uśmiech. - Ten kochany blondynek to Niall,  nasz Irlandczyk!
- E stary! Masz coś do Irlandii?! - odpowiedział dość groźnie, jednak kiedy się uśmiechnął, cała powaga sytuacji opadła. - Miło mi poznać!
- A tutaj masz.. 
- Kolego sam się przedstawię.. LOUIS JASON ANTOHNY TOMLINSON I. - śmiesznym głosem skierował się w moją stronę ciemny blondyn.  Zaśmiałam się i uścisnęłam jego dłoń.
- Naprawdę miło mi Was poznać, jestem Aurora. 
- Jak tak królewna z Disneya! - powiedział uradowany Niall - Ta..KRÓLEWNA ŚNIEŻKA. 
Louis cicho westchnął i machnął ręką. 
- To była Śpiąca Królewna, idioto. - mruknął z żałością, patrząc na swojego przyjaciela. 
Nie potrafiłam się z nich nie śmiać. Teraz przynajmniej rozumiałam, dlaczego Liam ma z nimi zawsze takie urwanie głowy.
- Dajcie już jej spokój! Musi trochę odpocząć. - Liam chwycił mnie za rękę i odciągnął od nich. - Pokażę Ci, gdzie będziesz miała pokój. Możesz się odświeżyć, a za godzinę zejdź, bo zaczynamy kolację! 
Puścił mi oczko, wpuszczając do pokoju wymiarów, większych niż oczywiście mój. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, drzwi się zamknęły, a ja zostałam sama w pomieszczeniu. Westchnęłam ciężko, próbując wybić z głowy tą jedną myśl, która towarzyszy mi od początku. 
- Gdzie jest Zayn.. - szepnęłam pod nosem. 
Szybko się otrząsnęłam i postanowiłam wziąć szybki prysznic. Nie miałam za dużo czasu, a mimo wszystko..chciałam wyglądać ładnie. Poprawiłam makijaż, podkreślając swoje duże, ciemne oczy i zakręciłam włosy. Słyszałam jak na dole ciągle ktoś się krzątał, jednak był moment,w którym zapadła cisza. Pewnie każdy poszedł się ogarnąć. Włożyłam na siebie czerwoną, krótką sukienkę, która miała głęboki dekolt, ale na plecach. Rękawy były długości trzy/czwarte, natomiast materiał idealnie przylegał do ciała, podkreślając pewne krągłości. Spojrzałam w lustro, po czym przymknęłam chwilowo oczy, próbując ułożyć stopy w szpilkach. Moje skupienie rozbiły pewne głosy, dobiegające z korytarza. Uchyliłam lekko drzwi, żeby wszystko dokładnie słyszeć.
- Co tu robisz? - spytał przestraszony Liam. 
- No stary..wybacz..wiem..miałem wyjść, ale..zapomniałem o Twoich urodzinach i odwołałem wyjście. Nie mogłem Ci tego zrobić..
Kiedy zrobiłam pierwszy krok na schodach, mogłam już swobodnie oglądać całą sytuację. Jednak to była ostatnia rzecz, jaką chciałam widzieć. Potknęłam i uderzyłam bransoletką o metalową poręcz, co narobiło sporo hałasu. Właśnie w tym momencie wszystkie spojrzenia powędrowały w górę, w moją stronę. Zapadła cisza. Stałam jak słup soli, wpatrując się w Malika, który stał z prezentową torebką koło Liam'a, który był rzeczywiście przestraszony. Nie wiedziałam, co zrobić..jak się zachować, nie wiedziałam nawet, co myśleć. Czułam jak moje dłonie zaczynają drżeć, a ja nie umiem ich opanować. Zobaczyłam go pierwszy raz..dokładnie po roku. Stał tylko i patrzył na mnie tak..jakby zobaczył ducha, jakbym dla niego umarła i teraz nie wierzył w to, co widzi. Reszta chłopaków była bardzo zdziwiona zaistniałą sytuacją. Cóż, chyba żaden z nich nie miał pojęcia o niczym. Może i to lepiej. Czułam jak w moich oczach pojawiają się łzy, z każdym stopniem niżej. Jednak w porę przypomniałam sobie, że nie mogę popsuć imprezy urodzinowej swojemu przyjacielowi. 

__________________________________________________

Pierwszy rozdział za mną. Jeśli ktoś ma jakieś uwagi, jestem otwarta i chętna do poznawania Waszych opini. Miłego czytania. 

00. Prolog.

" Say something I giving up on you. "

" Odchodzę. - powiedział nagle. - Posłuchaj..to koniec, zdecydowałem. Zamykam to życie, wyjeżdżam. " To były ostatnie słowa jakie usłyszałam, to były ostatnie słowa, jakie widziałam, że wypowiadał, patrząc mi w oczy. To był ten ostatni raz kiedy go widziałam. Nigdy więcej się tu nie pojawił, nie napisał, nie odezwał się. Uciekł. A ja? Stałam jak ten kołek w ogrodzie z lampką szampana, świętując dziewiętnaste urodziny Liam'a, nie rozumiejąc nic, kompletnie nic. Do tej pory mam bliznę na dłoni, po stłuczonym kieliszku, która przypomina o tamtej chwili, każdego dnia. Nigdy nie pogodziłam się z tym do końca, chociaż pokazywałam wszystkim, że jest w porządku. Pamiętam dokładnie zatroskaną minę Payn'e, który próbował mnie uspokoić i wyciągnąć ze mnie, co się stało. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak Zayn trzasnął drzwiami i zniknął z moich oczu. Pamiętam wszystko, każdy jeden szczegół tej przeklętej chwili, której wolałabym nie pamiętać i nigdy nie przeżyć. Chyba nikt nie chce usłyszeć od osoby, która jest dla Ciebie całym światem, że już jej nigdy nie zobaczysz. Nie mogłam liczyć na niczyje wsparcie, oprócz tego, które dawał mi brunet. Liam był dobrym przyjacielem, był prawie jak mój brat i zawsze będę mu za to wdzięczna. I wcale..nie mam do niego żalu, za to, że też wyjechał. Chciałam, żeby ułożył sobie życie i tak.. w głębi serca, mimo wielkiego bólu, marzyłam o tym, by kiedyś usłyszeć, że i Malik jest szczęśliwy. Chciałam jeszcze zobaczyć jego uśmiech, ze mną czy beze mnie.. to już nie było ważne. Chociaż tego, co mi zrobił, jak potraktował i zostawił ze wszystkim samą, nie potrafiłam go nienawidzić i czuć do niego, to co chciałabym czuć. To dziwne wiem, ale..kiedy się kogoś kocha, jest się w stanie zrobić wszystko, ażeby ta osoba była najszczęśliwsza na świecie, nieważne jakim kosztem. Nauczyłam sobie z tym radzić, wiedziałam, jak postępować, ale w głębi duszy rozrywało mnie i od tamtej pory nigdy nie uśmiechnęłam się szczerze. Nigdy. Chociaż..kiedy dowiedziałam się, że Liam wraz z Zayn'em i trójką chłopaków założyli zespół i całkiem dobrze sobie radzą..byłam szczęśliwa. Po raz pierwszy wtedy zobaczyłam Malika w telewizji i mogłabym przysiąść, że nic się nie zmienił, ale patrząc przez ekran telewizora tak naprawdę nie byłam pewna już niczego. Był szczęśliwy, to dobrze.




_________________________________________________

Nie będę za dużo mówić. Mam nadzieję tylko, że spodoba Wam się to, co stworzę i spróbuję przekazać. Miłego czytania!

Say something.