" I'll be waiting all the time for you. "
Nagle z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. Z grymasem na twarzy podniosłam głowę z poduszki i próbowałam namierzyć wzrokiem urządzenie. Zmarszczyłam brwi, rozglądając się po pułkach, szafkach i całym pokoju. Kiedy go w końcu znalazłam, wzniosłam oczy do nieba, modląc się, żeby to nie było żadne z rodziców i muszę przyznać, że tym razem moje prośby zostały wysłuchane. Dzięki Ci Boże!
- Lamka! - rzuciłam entuzjastycznie do telefonu, na co osoba po drugiej stronie prychnęła z niezadowoleniem.
- Przecież wiesz..że nie lubię..jak tak..do mnie..mówisz..- brurknęła Lamka, zwana też inaczej Liam'em Payn'e, jednak moje określenie wydawało mi się być dużo lepsze.
- A myślałam, że kochasz jak tak mówię.. - westchnęłam z udawanym zawiedzeniem i przygryzłam dolną wargę. - Tak poważnie..to dlaczego dzwonisz tak późno? Dochodzi prawie jedenasta w nocy!
- A co? Mam się wyłączyć? Co Ty...NIE CHCESZ ZE MNĄ GADAĆ? Dobra..Ty mała..niewdzięcznico..
- Liam..
- NO CO?
- Nie wydzieraj mi się do ucha..TO! - po drugiej stronie zapanowała cisza, co uznałam jako znach obrazy, ale i tak wiedziałam, że szybko mu przejdzie. - A więc?
- Jeszcze się policzymy.. a będziemy mieli okazje, bo pojutrze po 17 masz samolot do Londynu!
Powiedział to tak szybko i z takim zadowoleniem, jakby nie wiadomo co ogłaszał.
- CO?! Dobrze się czujesz? Nic mi nie powiedziałeś..nic!
- Bo to miała być niespodzianka..chociaż to ja mam w piątek urodziny!
Ah! No tak..jak mogłam zapomnieć, przecież pojutrze..są urodziny Liam'a. Czyli..minął już rok..
- Haaalo!- odsunęłam słuchawkę od ucha, z nadzieją, że moje bębenki jeszcze nie pękły.
- No jestem, jestem! - odrzekłam cicho.
- Także pakuj się już, bo znając Ciebie to weźmiesz pół domu. To nie będzie żadna impreza, po prostu chciałem spędzić z Tobą trochę czasu.
Na te słowa mi ulżyło, bo.. chyba nie chciałam spotkać Zayn'a po takim czasie, źle bym się czuła i przede wszystkim nawet nie byłam na to gotowa. Uważając, że to rozdział zamknięty, tak naprawdę oszukiwałam sama siebie, ale tak było mi łatwiej. Po prostu.
- Muszę już kończyć, Auri. Chłopaki szaleją i nie da się normalnie pogadać. Do zobaczenia w piątek. Ktoś będzie na Ciebie czekał na lotnisku!
- Głupek jesteś. Do zobaczenia, Liam.
To była jedna rozmowa, a on powiedział mi milion rzeczy i już nic nie wiem. Westchnęłam cicho i ponownie opadłam na łóżko, zastanawiając się nad tym, co się wydarzy w piątek. Bo przecież..nie mogę tam nie polecieć, to są urodziny Liam'a.. on na moje przełożył swój koncert. Zresztą wiedziałam, że bardzo chciał, żebym była.
- Dobra! - rzuciłam nagle, wstając i otwierając szafę. Zmrużyłam oczy, przegladając wszystko co w niej jest. Stanęłam na stołku i sięgnęłam po walizkę, w między czasie wywalając kilka rzeczy na podłogę. Nic nowego. Schyliłam się, żeby pozbierać bałagan i kiedy chwyciłam kalendarz i spojrzałam na niego, moje oczy momentalnie się zamknęły..a ja nie wiedziałam nawet, czy się śmiać, czy płakać. Nie musiałam długo czekać, kiedy dostałam sms'a.
" Wybacz mała, pomyliły mi się daty. Piątek jest jutro, także..do jutra! Kocham Cię! "
Zaśmiałam się sama do siebie, taki poukładany Liam jest bardziej nieogarnięty, niż ja. Chyba faktycznie muszę z nim zrobić porządek!
Pakowanie, a raczej wybieranie rzeczy zajęło mi bardzo dużo czasu, a nie byłam nawet spakowana w połowie. Załamałam się sama nad sobą i stwierdziłam, że skończę jutro, bo dziś już nie mam na to siły. Udałam sie tylko do łazienki, zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod natryk gorącej wody. Czułam się, jakby wszystko się ze mnie zmywało, wraz z wodą spływało do ścieków. Tak, pragnęłam choć jednego dnia,w którym byłabym w stanie nie myśleć o Zayn'ie, jednak to nie było takie proste. Mówią, że czas leczy rany, jednak tak naprawdę..on tylko przyzwyczaja do bólu. I ja właśnie tak się czułam, jakby to co się wydarzyło i to co teraz czuje, to była taka norma, z którą będę żyła do końca swoich dni. Kiedy zakręciłam wodę, poczułam chłód ogarniający całe moje ciało i zapragnęłam już tylko znaleźć się w łóżku. Szczerze mówiąc trochę się bałam, no i..stresowałam. Jednak postanowiłam sobie, że tym razem nie zepsuje urodzin swojemu przyjacielowi i nawet..zrobię mu pewną niespodziankę. Tak! To był dobry pomysł, myśleć o przyjemnych rzeczach. Właśnie z takim nastawieniem odpłynęłam do krainy Morfeusza.
***
Kiedy promienie słońca wpadły do mojego pokoju i zaczęły figlarnie skakać po mojej twarzy, zmarszczyłam lekko nos, nakrywając się kołdrą po same uszy. Tego nie lubiłam w porankach..gryzącego światła, hałasu za oknem, bzykającej muchy i natychmiastowej potrzeby zwilżenia ust. Po omacku wyszukałam butelkę wody i wysunęłam lekko głowę spod kołdry. Oczywiście, otworzenie owego napoju zajęło mi trochę czasu i jak co rano obiecałam sobie, że zapiszę się na siłownię.
- Teraz już serio..jak wrócę na siłownię! - przyrzekłam sobie, popijając wodę i czując ulgę w ciele. Zaraz później wyciągnęłam się i ziewnęłam lekko, podnosząc się do postawy siedzącej. Momentalnie złapałam za telefon i się przeraziłam.. dobijało południe! A dwie godziny przed odlotem powinnam być na lotnisku, czyli dokładnie za..
- TRZY GODZINY! - krzyknęłam i poderwałam się z łóżka, wyklinając na budzik, który powinnien zadzwonić jakieś dwie i pół godziny temu. Westchnęłam ciężko i poleciałam do kuchni, wyciągając pośpiesznie jogurt z lodówki. To miało być moje śniadanie i chyba też obiad. Nie mając na nic czasu, ruszyłam do łazienki, aby szybko się ogarnąć. Zrobiłam staranny, aczkolwiek naturalny makijaż, przeczesałam placami swoje długie fale i uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Nie miałam za dużo czasu, więc pakowanie wcale nie pobiegło zgodnie z planem i tak jak powiedział Liam..wrzuciłam do walizki wszystko, co się w niej zmieściło, mając nadzieję, że udało mi się spakować coś sensownego. Ani się nie obejrzałam, kiedy minęło tyle czasu. Ubrałam jasnobeżowe spodnie i szeroki, rozciągnięty sweter, który zjeżdżał mi z ramienia. Przynajmnie było mi wygodnie i ciepło. Podwinęłam rękawy i chwyciłam za bagaż w jedną rekę, a do drugiej wzięłam swoją torebkę. Zerknęłam zegarek, na którym dobijała 15. Pospiesznie zamknęłam dom i udałam się na przystanek, skąd miałam dostać się na samo lotnisko.
Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie wiem kiedy znalazłam się w samolocie. Moje ręce drżały, widząc jak dobijamy do ziemi i lada moment będę w Londynie. Sama nie wiedziałam, czego się spodziewać. Byłam bardzo zestresowana, ale próbowałam skupić się na tych pozytywnych aspektach całej tej sytuacji i przez całą drogę szukałam ich w myślach. Na lotnisku było mnóstwo ludzi, wszyscy gdzieś się spieszyli, rozmawiali przez telefony, grzebali w komputerach, a ja stałam po środku nich, zastanawiając się, co teraz zrobić.
- Mądre posunięcie Liam, zostawić mnie samą na lotnisku..bardzo mądre. - burknęłam pod nosem, sprawdzając, co chwilę, czy wszystko mam i niepewnie się rozglądając. W pewnym momencie poczułam czyjąś dłoń na swoim nagim ramieniu i aż podskoczyłam. Osoba, stojąca za mną zaśmiała się, a kiedy odwróciłam w głowę w drugą stronę, moim oczom ukazał się, wysoki, bardzo postawny mężczyzna, który mimo wszystko miło się do mnie uśmiechał.
- Ty jesteś Aurora, prawda? - spytał, na co uniosłam brew. - Ja jestem Paul! Liam powiedział..
- Liam..no tak! Tak..ja to Aurora. To Pan miał tu po mnie przyjechać? - spytałam niepewnie, zerkając na niego.
- Tak, nie powiedział Ci? Spokojnie, to na pewno ja. Jestem przyjacielem chłopaków, pomagam im załatwiać różne sprawy. Wiesz..młodzi są, talent mają, ale wybić się trochę ciężko.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się lekko do mężczyzny, który w jednej ręce chwycił moją walizkę, jakby była całkiem pusta. Moje źrenice się powiększyły, co chyba Paul musiał zauważyć.
- Mam trochę większe ręce niż Ty. - zaśmiałam się cicho, a ja zmarszczyłam brwi, zastanawiając się, co ta uwaga miała znaczyć..przecież moje dłonie nie było małe.
Dla pewności uważnie im się przyjrzałam. Nie, zdecydowanie nie były małe!
- Samochód jest na parkingu. Panie przodem. - puścił mnie w drzwiach, na co się uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę samochodu, który mi wskazał. Czułam się jak w limuzynie, bo samochód był naprawdę duży, ale w sumie..czego mogłam się spodziewać. Wiele razy widziałam Liama i..i resztę w telewizji. Potrząsnęłam lekko głową i zaczęłam nerwowo bawić się dłońmi, próbując znaleźć im jakieś zajęcie. Chciałam ułożyć sobie scenariusz dzisiejszego wieczora, ale niestety podróż nie trwała zbyt długo i nagle znalazłam się przed domem, w którym mieszkał.. Zayn.
- Przyjechałaś do Liam'a, pamiętaj. - szepnęłam pod nosem i zapukałam do drzwi. Na dworze było już bardzo ciepło i kiedy odwróciłam się, żeby rozejrzeć się po okolicy drzwi się otworzyły, a moim oczom ukazały się dwie zielone tęczówki i szerokie uśmiech na twarzy. To było trochę przerażające, bo nie zdążylam nawet powiedzieć słowa, kiedy zostałam wciągnięta do środka.
- Jestem Harry! - przedstawił mi się wyszczerzony szatyn, stojący ciągle przede mną. Aż się zaśmiałam pod nosem, widząc jego entuzjazm i zadowolenie.
- Aurora, miło mi..poznać. - uśmiechnęłam się szeroko, patrząc na chłopaka.
- AURI!
Tak, ten głos poznam wszędzie.
- LAMKA! - rzuciłam entuzjastycznie, rzucając się na szyję Liam'owi, który stał w fartuszku. Uniosłam lekko brew, ale nie skomentowałam jego stroju nawet słowem.
- Jak zawsze uroczy. - zaśmiałam się z chłopaka.
- Jak zawsze mała. - wyszczerzył się złośliwie Payn'e, na co zareagowałam natychmiastowo, rzucając mu mordercze spojrzenie. - Pooczekaj, zanim się rozgościsz..muszę Ci ich przedstawić, bo odkąd powiedziałem, że przyjeżdżasz, nie dają mi spokoju..
Liam zmarszczył swoje brwi, na co ponownie się zaśmiałam.
- Dobra! Ten..to jego już znasz, nawet go przedstawiać nie muszę.. - mruknął, patrząc na Styles'a, który wciąż miał na twarzy szeroki uśmiech. - Ten kochany blondynek to Niall, nasz Irlandczyk!
- E stary! Masz coś do Irlandii?! - odpowiedział dość groźnie, jednak kiedy się uśmiechnął, cała powaga sytuacji opadła. - Miło mi poznać!
- A tutaj masz..
- Kolego sam się przedstawię.. LOUIS JASON ANTOHNY TOMLINSON I. - śmiesznym głosem skierował się w moją stronę ciemny blondyn. Zaśmiałam się i uścisnęłam jego dłoń.
- Naprawdę miło mi Was poznać, jestem Aurora.
- Jak tak królewna z Disneya! - powiedział uradowany Niall - Ta..KRÓLEWNA ŚNIEŻKA.
Louis cicho westchnął i machnął ręką.
- To była Śpiąca Królewna, idioto. - mruknął z żałością, patrząc na swojego przyjaciela.
Nie potrafiłam się z nich nie śmiać. Teraz przynajmniej rozumiałam, dlaczego Liam ma z nimi zawsze takie urwanie głowy.
- Dajcie już jej spokój! Musi trochę odpocząć. - Liam chwycił mnie za rękę i odciągnął od nich. - Pokażę Ci, gdzie będziesz miała pokój. Możesz się odświeżyć, a za godzinę zejdź, bo zaczynamy kolację!
Puścił mi oczko, wpuszczając do pokoju wymiarów, większych niż oczywiście mój. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, drzwi się zamknęły, a ja zostałam sama w pomieszczeniu. Westchnęłam ciężko, próbując wybić z głowy tą jedną myśl, która towarzyszy mi od początku.
- Gdzie jest Zayn.. - szepnęłam pod nosem.
Szybko się otrząsnęłam i postanowiłam wziąć szybki prysznic. Nie miałam za dużo czasu, a mimo wszystko..chciałam wyglądać ładnie. Poprawiłam makijaż, podkreślając swoje duże, ciemne oczy i zakręciłam włosy. Słyszałam jak na dole ciągle ktoś się krzątał, jednak był moment,w którym zapadła cisza. Pewnie każdy poszedł się ogarnąć. Włożyłam na siebie czerwoną, krótką sukienkę, która miała głęboki dekolt, ale na plecach. Rękawy były długości trzy/czwarte, natomiast materiał idealnie przylegał do ciała, podkreślając pewne krągłości. Spojrzałam w lustro, po czym przymknęłam chwilowo oczy, próbując ułożyć stopy w szpilkach. Moje skupienie rozbiły pewne głosy, dobiegające z korytarza. Uchyliłam lekko drzwi, żeby wszystko dokładnie słyszeć.
- Co tu robisz? - spytał przestraszony Liam.
- No stary..wybacz..wiem..miałem wyjść, ale..zapomniałem o Twoich urodzinach i odwołałem wyjście. Nie mogłem Ci tego zrobić..
Kiedy zrobiłam pierwszy krok na schodach, mogłam już swobodnie oglądać całą sytuację. Jednak to była ostatnia rzecz, jaką chciałam widzieć. Potknęłam i uderzyłam bransoletką o metalową poręcz, co narobiło sporo hałasu. Właśnie w tym momencie wszystkie spojrzenia powędrowały w górę, w moją stronę. Zapadła cisza. Stałam jak słup soli, wpatrując się w Malika, który stał z prezentową torebką koło Liam'a, który był rzeczywiście przestraszony. Nie wiedziałam, co zrobić..jak się zachować, nie wiedziałam nawet, co myśleć. Czułam jak moje dłonie zaczynają drżeć, a ja nie umiem ich opanować. Zobaczyłam go pierwszy raz..dokładnie po roku. Stał tylko i patrzył na mnie tak..jakby zobaczył ducha, jakbym dla niego umarła i teraz nie wierzył w to, co widzi. Reszta chłopaków była bardzo zdziwiona zaistniałą sytuacją. Cóż, chyba żaden z nich nie miał pojęcia o niczym. Może i to lepiej. Czułam jak w moich oczach pojawiają się łzy, z każdym stopniem niżej. Jednak w porę przypomniałam sobie, że nie mogę popsuć imprezy urodzinowej swojemu przyjacielowi.
__________________________________________________
Pierwszy rozdział za mną. Jeśli ktoś ma jakieś uwagi, jestem otwarta i chętna do poznawania Waszych opini. Miłego czytania.
Zapowiada się naprawdę ciekawie. :) Już nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów. Niemniej jednak proponowałabym, abyś po napisaniu każdej części sprawdziła to, co udało Ci się wytworzyć. Jest troszkę drobnych błędów, ale to nic, wynikają one głównie z tego, że nie przeczytałaś tekstu ponownie po jego napisaniu. Dla mnie to jednak żaden kłopot i już z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały. Pozdrawiam serdecznie i życzę weny. :)
OdpowiedzUsuń